sobota, 3 sierpnia 2013

Dobre tory + EPILOG

Nie mogliśmy być razem, a to tylko dlatego, że on poszedł razem z Olivią. Z resztą nie wiem czy byłabym w stanie zrozumieć dlaczego nie powiedział mi o niej. Czy to tak, że byłam dla niego częścią nędznej zabawy? Wysmarkałam się w chusteczkę i wyrzuciłam ją na i tak ogromna już stertę. Czułam się koszmarnie, bo myślałam... Tak stanowczo za dużo myślałam.
Każda chwila spędzona z Zaynem, była jak marzenie, jak w bajce a teraz nic z tego nie zostało. Najchętniej wzięłabym gumkę do mazania i zlikwidowała wszystkie wspomnienia z nim, ale niestety to nie jest takie proste. Wybrał, więc nie ma po co cofać się w czasie i tak ta decyzja nie zostałaby zmieniona. 


Zayn siedział w ich wspólnym domu i wpatrywał się w ścianę. Ogromnie bolało go spojrzenie Annie, które widział po raz ostatni. Ale znał Oliv wiedział, że nie odpuść dlatego chciał ominąć wszystko co mogło napotkać jego ukochaną. W głębi miał nadzieję, że jeśli uda mu się zakończyć tu wszystko, Annie będzie na niego czekała pomimo wszystko. Wciąż miał taką nadzieję. 
- Zaynee - dziewczyna zawołała go z kuchni, a on wywracając oczami wstał i ruszył do niej.
- Co chcesz? - zmrużył oczy patrząc jak gotuje kolację. Nie miał ochoty jeść tego co przygotowała, a jeszcze bardziej nie miał ochoty być tu z nią. 
Siadali do kolacji kiedy ktoś zadzwonił do drzwi. Olivia pod wpływem wiadomości o wyłapaniu współpracowników, postanowiła nie otwierać drzwi, ale nie zdążyła zareagować na Zayna, który już po chwili stał przed otwartymi drzwiami. Olivia wysunęła głowę z kuchni i poczuła jak wszystko wiąże się w supeł. Na przeciwko Zayna stał facet w mundurze i wymawiał właśnie jej nazwisko i imię. Niewiele myśląc ruszyła w stronę balkonu, ale ta ucieczka była na nic. Bo jej życie dalej miało ciągnąć się w całkowicie innym miejscu.
- Zayn... Zayn przyznaj się przecież ty też jesteś w tym wszystkim - Mulat dziwił się, udając że dziewczyna nie ma zielonego pojęcia o czym mówi. Dziękował Bogu, że Harry'ego kuzyn pracował w policji i obydwóm oczyścił tyłki najszybciej jak się dało.
Teraz pozostało tylko wyjaśnić wszystko Annie, co mogło być najtrudniejszym zadaniem w jego życiu. 
Stał pod jej drzwiami i zastanawiał się co powinien powiedzieć. Nawet nie zdążył zapukać do drzwi, czy zadzwonić dzwonkiem a jego oczom ukazała się Annie. Ubrana w piękną czerwoną sukienkę ze związanymi włosami w luźny kok. Zdziwiona spojrzała na Zayna, który wpatrywał się w nią jak w obrazek.
- Czego tutaj szukasz? - zapytała, odwracając się i zamykając drzwi, wewnątrz czuła jak motyle ocierają się o każdy narząd. Ale wciąż tak bardzo kochała nienawidząc go za to co zrobił. Za to, że bez żadnego wahania zgodził się odejść z Olivią to bolało. Koszmarnie bolało. 
- Chciałbym Cię odzyskać - szepnął, łapiąc ją delikatnie za nadgarstek chcąc obrócić w swoją stronę, spojrzała na niego swoimi błękitnymi oczami zaciskając wargi. Miękła pod jego spojrzeniem spod długich ciemnych rzęs, miękła jeszcze bardziej na myśl o smaku jego ust, o cieple i bezpieczeństwie które czuła w jego ramionach. Kochała go mimo wszystko takiej, krótkiej ale prawdziwej miłości nigdy się nie zapomina, ale nie mogła mu tego wyznać. Zranił ją. Zranił ją tak jak przyjaciele,a to jemu wtedy zaufała i to bolało jeszcze bardziej. 
- Nie odzyskasz mnie, Zayn - powiedziała cicho patrząc w jego magnetyczne oczy. - Nie jestem zabawką - jej oczy zaszkliły się, kiedy  chłopak złapał ją za drugą dłoń i przysunął do swojej piersi gdzie znajdowało się serce.
- Wiem to, a moje serce wybrało ciebie już na samym początku.


+ EPILOG  


Miłość uskrzydla, sprawia że każdego ranka budzimy się z uśmiechem na ustach, bo mamy dla kogo żyć. Mamy kogoś kto nas kocha i zrobi wszystko by zdobyć nasze serce, zaufanie nawet jeśli je raz już stracił. Nienawiść, to również miłość jednakże jeszcze silniejsza od tej zwykłej. Wszystko kieruje nas ku jednej drodze - miłości. I nie ma nic piękniejszego niż uczucie pomiędzy dwoma osobami, które nigdy nie gaśnie, nawet wtedy kiedy jedno z nich odchodzi już na zawsze. 

~
To już koniec. 
Z początkiem tego rozdziału pomyślałam, że może ich nie pogodzę, ale przecież nie tak miało to się zakończyć, więc jest tak jak było planowane :) Mam nadzieję, że ktoś jeszcze tutaj zajrzy i skomentuje ten jeden jedyny rozdział byłabym wdzięczna. To już 2 opowiadanie po przerwie, które doprowadziłam do końca i mimo iż jest kompletnie bez sensu (bo na pewno jest) to ogromnie się z tego cieszę! 
Dziękuje za wejścia, wspaniałe komentarze, tweety to naprawdę fantastyczne i miłe uczucie :) Ciesze się, że was mam i mam nadzieję że będziecie :> Jeśli chcecie czytać jeszcze więcej z pod moich palców w  zakładce: Autorka znajdziecie mój drugi blog i tumblr! Zapraszam tam was bardzo serdecznie, a teraz żegnamy się z Annie i Zaynem, machamy łapkami :3 
Trzymajcie się, buziaki! :)xx 

wtorek, 30 lipca 2013

Niechciane serce

Kiedy tylko Zayn ukazał się moim oczom, poczułam nowy przypływ energii i przyśpieszyłam, tylko po to by jak najszybciej znaleźć się w jego ramionach. A kiedy byłam już bezpieczna i usłyszałam kroki Harry'ego Zayn zapytał
- Co wy tutaj robicie? Mieliście uciekać.
- Nie chciała cię zostawić - westchnął kędzierzawy chłopak. Zayn objął mnie z całych sił i nachylił się by szepnąć do mojego ucha
- Koocię, musisz uciekać. 
- Chcę zostać z tobą - zaprotestowałam odsuwając się i patrząc w jego ciemne oczy. On pokręcił tylko głową i pocałował mnie w usta. 
- Cóż za słodki widok - za nami zadźwięczał inny kobiecy głos. Oboje moich towarzyszów w niemożliwym tempie pociągnęło mnie do tyłu i stanęli przede mną murem. Oboje byli wyżsi więc musiałam delikatnie wspiąć się na palce żeby widzieć Olivię. - Jeszcze kilka dni temu mnie tak całowałeś - na jej twarzy pojawił się złowieszczy uśmiech, a jej oczy spojrzały prosto w moje. Nie wierzyłam jej, wywróciłam tylko oczami i zniżyłam się. - Wygląda jakby mi nie wierzyła - zaczęła chyba iść na w naszą stronę, gdyż chłopcy zesztywnieli. - A przecież powinna. 
- Nie mieszaj jej do naszych spraw - syknął Zayn, dłonią szukając mojej więc szybko splotłam nasze palce razem, nie zwracając szczególnej uwagi na to co mówi. 
- Nie powiedziałeś jej? Że w domu masz ukochaną? - zmarszczyłam brwi, o co jej chodzi? Wspięłam się znów na palce, a ona odsunęła chłopaków i dotknęła moich włosów zakręcając sobie kosmyk włosów odrzuciłam jej rękę a ona roześmiała się. Była okropna. - No tak, może chciał mieć nas obie - uśmiechnęła się szeroko, a Zayn fuknął ze złości robiąc krok do przodu.
- Przestań Olivia!
- Kochanie - złapała jego ramie uśmiechając się szeroko - Nie krzycz na mnie. Są tutaj obecne twoje obie dziewczyny - poczułam jak krew wrze mi w żyłach. Co ona sobie myśli? Że będzie opowiadała takie głupoty? Wierzę przecież Zaynowi i ufam mu, że nie okłamał mnie w żadnej sprawie.
- Jesteś zazdrosna! - żachnęłam a wszystkie pary oczu zostały skierowane na mnie. Harry złapał mnie za nadgarstek i zaczął uciszać, ale wyrwałam rękę. - Daj sobie spokój i pozwól odejść - wzruszyłam ramionami.
- Pozwolę jeśli on pójdzie ze mną - słowa jej zawisły w powietrzu. Patrzyłam na wszystkich, a wszystkie uczucia we mnie mieszały się. Wywróciłam oczami, a Zayne odwrócił się w moją i Harry'ego stronę. Haz, natychmiastowo puścił moje ramię, które w końcu kilka minut temu udało mu się złapać. 
- Zayn, nigdzie nie pójdziesz prawda? - spojrzałam na niego uważnie. Przecież zawsze są też jakieś inne wyjścia, to nie jest jedyna możliwość. Malik wpatrywał się w swojego przyjaciela, jakby moje pytanie wcale nie padło. Przerażało mnie to, bo po woli zaczynałam czuć, że chłopcy ukrywając coś jeszcze. A nie tak przecież miało być. 
- Zayn? - jęknęłam kiedy długo nie odpowiadał, a on tylko nachylił się i pocałował mnie w czoło, długo i czule. 

Nie mogłam w to uwierzyć, Harry prowadził a ja siedziałam na miejscu pasażera. Czułam się pusta w środku, bo Zayn zabrał kawałek mojego serca. Jak on mógł? Tak po prostu zgodzić się na wszystko i pojechać razem z nią. To jakiś absurd. Założyłam ręce na piersiach i wcale nie słuchałam wywodów Hazy, Powoli docierało do mnie wszystko, nawet to że Zayn oprócz mnie miał jeszcze kogoś. Olivia nie była tylko jego partnerką w pracy, ale i również w życiu. Byłam głupia, ślepa bo pozwoliłam sobie zakochać się w kimś kto od samego początku mnie oszukiwał. Jakaś samotna łza przypałętała się i spłynęła po moim policzku, starłam ją szybko wierzchem dłoni. Matko, a ja nazywałam go swoim lekarstwem, był moim radosnym promykiem, który właściwie był nędznym światłem z żarówki.
- Annie? - Harry zatrzymał się na skrzyżowaniu i spojrzał - On zrobił to dla ciebie. Olivia zrobiłaby wszystko by Zayn do niej wrócił. Chciał byś nie cierpiała.
- Coś mu nie wyszło. Moje serce nigdy dla nikogo nie jest ważne - warknęłam i odwróciłam się.
- On Cię kocha i wróci, Annie! - Harry ruszył, powoli dojeżdżaliśmy na miejsce.
- A ja go nienawidzę, możesz mu to przekazać.  Całym swoim złamanym, niechcianym sercem go nienawidzę!  

~

Po raz kolejny was przepraszam :) Rozdział jest jeszcze krótszy, niż ostatni, ale powoli zbliżamy się już do końca, więc tak musi być. Ta historia jest tylko i wyłącznie odskocznią, historią bez rąk i nóg, a mimo to cieszę się, że niektórym z was się spodobała. Wciąż możecie znaleźć mnie na moim drugim blogu (MMH) gdzie mam nadzieję, w połowie sierpnia pojawi się nowy rozdział i na IHYN (tumblr) gdzie jestem codziennie, a w czwartki/piątki pojawiają się nowe rozdziały SDS i każdego dnia możecie w ask pisać pomysły na prompts, które z czasem będę dodawać! :) 
Trzymajcie się cieplutko! :)xx 

środa, 24 lipca 2013

Zaczyna się gra.

- Zabierz ją stąd! Natychmiast! - usłyszałam krzyk Zayna, a potem ktoś szarpnął mnie chyba najmocniej jak się dało. Odmachnęłam się i uderzyłam chyba w głowę Harry'ego wyczuwając miękkie loki pod dłonią. Dzisiejszą noc spędzaliśmy w samochodzie, więc była ona ciężka i naprawdę nie chciałam jeszcze wstawać. 
- Hazz, zostaw mnie. Wstanę jak się wyśpię.
- Nie czas na żarty Annie - pociągnął mnie za rękę, wtedy otworzyłam oczy, a on już mnie podnosił. - Musimy zwiewać i nie mamy zbyt wiele czasu - przetarłam ręką oczy, próbując zrozumieć co chłopak do mnie mówi i jaki to ma sens. Objęłam go mocno za szyję i zapytałam cicho
- Gdzie Zayn? - nie odpowiedział mi, więc delikatnie pociągnęłam go za loki - Harry, pytałam gdzie Zayn.
- Został. 
- Jak to  z o s t a ł  ? - warknęłam cicho, przebudzając się i szczypiąc go w ramię by postawił mnie na ziemi. Syknął i mruknął coś pod nosem, ale chwilę później stałam już o własnych nogach. Nie mogłam uwierzyć, że zostawił tam go samego. Taki z niego przyjaciel, że zostawia Zayna w potrzebie? Zmrużyłam oczy.
- Musimy tam wrócić - stwierdziłam patrząc uważnie na chłopaka, który wywrócił oczami i łapiąc mnie za ramię zaczął iść do przodu. - Harry! - krzyknęłam a on zatrzymał się i zatrząsnął mną.
- Nie rozumiesz An?! Zayn cię chroni, a ty chcesz wyjść i zostać od razu rozstrzelana? Pomyśl, na kogo Oliv poluje?! Z całej pewności nie chodzi tylko o Zayna, ale też o ciebie! - wściekłym wzrokiem wypalał we mnie dziurę, że aż skuliłam się kiedy pociągnął mnie ponownie za sobą. Nie podobało mi się to. Nie podobało mi się również to, że Styles powiedział, że nie chodzi tylko o Zayna. Czy ta dziewczyna miała coś na niego? Zatrzymałam się i wyrywając rękę z uścisku Hazzy, ruszyłam w kierunku z którego szliśmy. Nie zostawię Zayna samego, nawet jeśli to miała by być moja najgorsza decyzja w życiu. 
Za sobą słyszałam szelest, wiedziałam, że Curly biegnie za mną bo co jakiś czas wykrzykiwał moje imię. Ale nie zatrzymywałam się, biegłam tak szybko na ile potrafiłam i nie obracałam się, bo wiedziałam, że to kwestia paru sekund kiedy chłopak mnie dogoni. 
Biegłabym pewnie jeszcze dalej gdybym nie wpadła na jakąś osobę. Przyrzekam, że wcale nie zamknęłam oczu na aż tak długą chwilę.. No dobrze może, to była długa chwila, ale byłam pewna że nikogo przede mną nie ma!
Chłopak spojrzał na mnie ciemnymi oczami i uśmiechnął się szeroko chwytając mnie za ramię, a drugą ręką zakrywając mi usta. Zaczęłam kopać i wiercić się, ale to nic nie dało bo w mgnieniu oka pojawił się drugi chłopak. Cholera, trzeba było słuchać Harry'ego. 


*


Jasny gwint! - pomyślał Harry kiedy prawie wpadł na jakiegoś chłopaka. Szybko schował się za drzewem, by zaobserwować sytuację. Nie powinien tak łatwo pozwolić by ta dziewczyna mu uciekła. Jeśli się dowie, że Zayn i Oliv byli parą może to się źle skończyć. Uderzył pięścią w drzewo, raniąc sobie tym knykcie. Był wściekły na siebie, że nie potrafił upilnować dziewczyny przyjaciela, która teraz była w nie zbyt dobrych rękach. Właściwie to było najgorsze co mogło ją spotkać, bo Styles był pewny tego, że chłopacy pracują dla Olivii.  
- Co ja mam powiedzieć Zaynowi? - szepnął cicho rozglądając się na boki. Gdyby był tutaj Mulat, we dwójkę spokojnie mogli by sobie poradzić, ale Harry był sam. Wziął głęboki oddech, przecież musi ją odzyskać. Ruszył w stronę chłopaków, podnosząc rękawy do góry, ale usłyszał za sobą głos mrożący mu krew w żyłach.
- Harry, jak miło cię tutaj widzieć - odwrócił się energicznie i jego oczom ukazała się Olivia z szyderczym uśmiechem na ustach. Z jej oczu wyciekała wściekłość, a kiedy tylko spojrzała za niego zauważając dziewczynę jej spojrzenie wcale nie złagodniało.
- Ty musisz być Annie? No, no muszę pochwalić Zayna, nawet mu się udało. 


* 

Nie mogłam uwierzyć przede mną stała Olivia we własnej osobie i ciskała we mnie piorunami, jakbym zrobiła jej jakąś z najgorszych rzeczy na świecie. Bałam się, a ci jej pomocnicy nie zwalniali uścisku, wręcz przeciwnie. Harry stał do mnie tyłem i wpatrywał się w dziewczynę. Dopiero teraz pomyślałam o Zaynie, o tym gdzie on jest i co się z nim dzieję?! I chyba właśnie ta myśl dodała mi siły. Ugryzłam dłoń jednego z chłopaków, a drugiego kopnęłam, by zaraz potem śmignąć obok Harry'ego łapiąc go szybko za rękę i uciekając w stronę samochodu.
- Łapcie tą jędze! - usłyszałam jeszcze za sobą głos Olivii. Nie podobało mi się to, że nie miałam zielonego pojęcia co dzieję, się z Zaynem. Rozrywało mnie to od środka, ale biegnąc obok Harry'ego wiedziałam, że on zrobi wszystko by ocalić przyjaciela. Nie zastanawiałam się już więcej, tylko biegłam, biegłam ile sił w nogach. 

~


Cześć, wiem że rozdział jest kompletną klapą. Przynajmniej tak mi się wydaje. Przepraszam, też że musieliście tak długo czekać, ale zapraszam też na mojego tumblra   ihear-yourname.tumblr.com Mam nadzieję, że wszystko co tam jest wam się spodoba. 
Obym zmieściła się chociaż w 23:59 , w najgorszym wypadku w 00:00 

sobota, 13 lipca 2013

Tuż za rogiem.

 - Zayn? - mruknęłam cicho, leżąc na jego piersi i czując jak przyjemnie zawija sobie kosmyk moich włosów na palec. Czując jak jego klatka piersiowa unosi się i słysząc jego bicie serca. Nie wiem, czy to co opowiedział mi o sobie było teraz już prawdą, czy to było to wszystko co ukrywał. Czy może jest coś jeszcze co zataił. 
- Tak? 
- Czy.. Czy to wszystko? - uniosłam się delikatnie, by na niego spojrzeć. Zayn, dołączył do tej grupy, tylko i wyłącznie z powodu swoich rodziców, którzy potrzebowali pieniędzy. Żaden z jego przyjaciół z rodzinnego miasta nie ma o tym pojęcia, ani Louis czy nawet Liam. Jedynie Harry, z którym poznali się tutaj na studiach informatycznych, został w to wszystko również wciągnięty. Zayn powiedział, że bardzo żałuje tej decyzji, że gdyby mógłby cofnąć czas to poszukałby jakiegoś innego rozwiązania. 
Zagryzłam wargę do środka, brak odpowiedzi jego strony był okropny, położyłam się na wznak, a on splótł nasze palce razem.
- Tak Annie, to już wszystko - odwrócił twarz w moją stronę i poczułam jego ciepłe wargi na swoim policzku. Uśmiechnęłam się, lubiłam go. Sprawił, że znów zaczęłam być radosna i wszystko nabrało kolorów. Mimo zwariowanego faktu na temat w co zostałam wplątana. Chciało mi się śmiać za każdym razem kiedy chłopacy o tym wspominali... ale byli tacy poważni, więc w końcu uwierzyłam. 
Przewróciłam się na bok i nawet nie zdążyłam mrugnąć kiedy jego wargi wpiły się w moje. Całował zachłannie jakby za chwilę miał się skończyć nam czas. Nie protestowałam kiedy jego język znalazł otwartą przestrzeń między moimi wargami, chciałam go całym sobą. Wiedziałam o tym już od dawna. Poczułam jak na chwilę, jego błądzące dłonie po moim ciele odrywają się, Zayn siłuje się ze swoją koszulką i przerywa pocałunek tylko wtedy, kiedy musi pozbyć się jej przez głowę to samo robi z moją koszulką.


*

Olivia wraz ze swoimi ludźmi podążała krok w krok za dwójką przyjaciół i dziewczyną. Nie chciała jej, chciała jego. Dla niej był wszystkim co miała i została pozbawiona w brutalny sposób kogoś komu ufała. Ona była znów tylko przynętą, tym razem bardziej przynętą dla niego. Nikt więcej nie wiedział o jej planie oprócz Victora i Liam'a, który dopiero od niedawna wkroczył w tą drogę.
Oni myślą, mają nadzieję że ich zgubili, jednak są w ogromnym błędzie. Olv, nie pozwoli  sobie więcej na moment w którym straci czujność, Nie pozwoli sobie na tak poważne błędy, które mogą mieć straszne konsekwencje. 
Leżała w łóżku, a słońce właśnie wstawało, było jeszcze wcześnie ale dziewczyna nie mogła już spać. Jedyne o czym myślała, to była chęć dostania w swoje ręce dziewczyny, by zwabić Zayna, a później porzucenie jej gdy tylko dostanie to o czym marzy. 
To była obsesja, choroba jednak nikt nie zdawał z sobie z tego sprawy, gdyż Olivia zawsze zachowywała się zwyczajnie, jak każdy inny porządny człowiek. Nikt nie wiedział, że za tym wszystkim co robi może kryć się coś jeszcze gorszego. Coś co będzie dążyło do celu po jeszcze większych trupach niż to co robiła dotychczas. 
Oblizała wargi i sięgnęła po szklankę wody stojącą na półce upiła kilka łyków i odłożyła ją. Wstała i udała się na balkon by zaczerpnąć świeżego powietrza i znów przemyśleć plan idealny. On nie mógł się nie udać, dopracowała każdy punkt, każdy jego szczegół był dopięty na ostatni guzik. 
Zadzwonił telefon, więc wróciła do domu i uprzednio dusząc zieloną słuchawkę przyłożyła aparat do ucha.
- Oliv?  - nie rozpoznała głosu mimo iż na wyświetlaczu zdążyła przeczytać "John" - Złapali wszystkich, koniec z nami - ktoś szepnął cicho, a w tle było słychać samochód. To był Paul, najlepszy przyjaciel ich szefa.
- Paul? Johna też? Dlaczego ty dzwonisz? 
- Wszystkich Oliv, to jest ostatnie połączenie i rozmowa jaką w życiu przeprowadziliśmy Zapomnij. Nie baw się w to więcej, chcę abyście chociaż wy nie byli złapani. Trzymaj się! - usłyszała odgłos przerwanego połączenia. W innym wypadku, zaczęła by kombinować i wariować bo to w końcu było to co uwielbiała, ale teraz było to przeszkodą, która sama się rozwiązała.  

*
Jechaliśmy w trójkę samochodem wesoło śpiewając piosenkę, która właśnie leciała w radiu. Był to jakiś wielki hit, ale nie interesowałam się aż tak popową muzyką. Zayn co chwilę zerkał na mnie i sprawiał, że wciąż się rumieniłam na myśl o wczorajszej nocy. Dziś również siedział ze mną na tylnym siedzeniu, byłam z tego ogromnie zadowolona, że mogłam cały czas trzymać go za rękę i czuć jego wspaniały zapach. Był mój a ja byłam jego i byłam tego pewna jak nigdy wcześniej. Czekoladowe oczy śledziły moje kąciki ust za każdym razem gdy posyłałam w jego stronę szeroki uśmiech, a następnie sam się uśmiechał. 
Chłopacy postanowili wyjechać z miasta jak najdalej, najlepiej na drugi koniec kraju, gdzie Oliv nie ma żadnych kontaktów. 
Zgodziłam się, nie myśląc o swoich studiach, rodzinie w głowie był mi tylko ON jego ciemne oczy, perfekcyjnie ułożone włosy, piękny uśmiech i głos kojący każdy smutek. Jego dotyk, który sprawiał, że za każdym razem przechodził mnie prąd i jego idealne usta, całujące moje z uczuciem o jakim wcześniej nie miałam pojęcia. 

~

Tak wiem, trochę mi się zaspało. Trochę bardziej niż trochę, ale ostatnio tyle się działo, że nie wiele miałam czasu. Przepraszam.

Jesteście tutaj jeszcze? Wciąż chętni? :)

piątek, 5 lipca 2013

Jak najdalej od domu.

- Nie obchodzi mnie to, że jest razem z nią Zayn - warknęła na Victiora, który skulił się stojąc przy ścianie. Zła Olivia nie wróżyła nic dobrego, a wściekła... Może lepiej o tym nie mówić. - Teraz muszę dostać ich oboje w swoje ręce. John mnie zniszczy, a wszystko przez to że mu ufałam - opadła na kanapę rozglądając się i wciąż nie wierząc w to wszystko co się stało. Zaczęła zastanawiać się kiedy to mogło się stać. W jakim momencie Zayn stracił swoje zainteresowanie jej osobą, ale kompletnie nie potrafiła dostrzec tego. Znaczy, zauważała zmiany, wracał później do domu, unikał jej wzroku ale zawsze mawiała sobie, że to z kompletnie innego powodu. Zacisnęła ręce w pięści, kiedy jakiś cichy głos w jej głowie powiedział, że to właśnie do tego chłopaka ma słabość. Nie chciała w to wierzyć, chciała to ukryć przed całym światem, ale nie potrafiła. Prawda w końcu i tak wychodzi na jaw.

* 

Zayn bardzo mocno trzymał moją rękę kiedy biegliśmy przez las. Obróciłam się by sprawdzić czy jego przyjaciel biegnie wciąż za nami. Jeżeli Zayn mu ufa, to ja również. Tak naprawdę wcale nie zgodziłam się na te ucieczkę, ale wszystko działo się zbyt szybko, nie miałam czasu by się nad tym zastanowić. Kiedy dobiegliśmy do samochodu nawet nie zdążyłam zapytać, dokąd jedziemy, a auto mknęło już przez las. Prowadził Harry, bo Zayn uparł się, żeby siedzieć ze mną na tylnym siedzeniu. Nie żeby mi to przeszkadzało, ale szczerze miałam nadzieję, że będę mogła się ubrać, ale jednak nie. Między nami panowała cisza, jakby każdy bał się powiedzieć choćby słowo. Obserwowałam budynki, czułam na sobie palący wzrok Zayna.
Marzyłam o tym by wrócić do swoich czterech ścian, mogłabym nawet nadal żyć w tym pieprzonym kłamstwie przyjaciół jeśli to miałoby być lepszym wyjściem. Chociaż nie, wydaje mi się, że to jest gorsza opcja. Westchnęłam zbyt głośno, bo po chwili ciepła ręka Mulata chwyciła moją. Przyjemny prąd przeszył moje ciało i nie mogłam się oprzeć by na niego nie spojrzeć.
Był dla mnie pomocą, czy może kolejnym złym wyborem? Życie jest jak labirynt pełen złych dróg i pułapek. Tylko co jest nagrodą, za ukończenie go? Życie wieczne?
- Annie, proszę powiedz coś - wydusił w końcu z siebie, ściskając mocniej moją dłoń. Zagryzłam wargi do środka, co miałam powiedzieć? Że kompletnie nie rozumiem tego co się dzieje, ale zakochałam się w tobie? Czy tak wygląda miłość? Ta prawdziwa, szczera, pełna wzlotów i upadków a mimo to wieczna. Czy temu uczuciu często towarzyszy jakieś niebezpieczeństwo, które pojawia się gdy myślisz, że już wszystko co może być najgorsze, znasz.
Chciałam ułożyć, sensowną odpowiedź najpierw w głowie, jednak kompletnie mi to nie szło. Były to tylko słowa, strzępki zdań, których nawet nie szło połączyć.
- Ja... - mruknęłam, ale wciąż nie potrafiłam dokończyć. Zayn uśmiechnął tylko, gładząc wciąż moją rękę i dopowiedział.
- W porządku A, jeśli nie chcesz, nie wiesz co powiedzieć, nie musisz. - Na razie pewnie nie, ale kiedyś w końcu będę musiała. 

*

- Zatrzymamy się tutaj na jedną noc - powiedział Harry, skręcając na parking. Zayn spojrzał na dziewczynę śpiącą na ramieniu. Nie miał serca jej budzić, powoli zsunął ją na oparcie, wysiadł, następnie wziął ją na ręce. Harry już wcześniej zadzwonił, by zarezerwować trzy pokoje. Nie pytał, Zayna  dlaczego, był jego przyjacielem od zawsze i domyślał się, że chłopak chcę dać jej czas. Kędzierzawy zabrał kluczę otworzył jeden pokój, Zayn wniósł dziewczynę do środka i ułożył ją na łóżku. Chciał odejść, ale poczuł jak jej dłoń zaciska się na nadgarstku a pod nosem wymruczała tylko.
- Zostań Zayn - uśmiechnął się szeroko na te słowa, dziewczyna przesunęła się delikatnie, a on położył się obok niej. Annie obróciła się w jego stronę, a Mulat pocałował ją w czoło, przymknęła oczy, wzięła głęboki oddech i odezwała się.
- Nic z tego nie rozumiem Zayn. To brzmi jak komedia, ale - podniosła wzrok i spojrzała w jego oczy - Chcę wiedzieć o tobie wszystko.  

~

Przepraszam za minimalną długość :)

wtorek, 2 lipca 2013

Ucieczka.

Leżałam na łóżku ze stopami na ziemi kiedy do domku wszedł Zayn a za nim jeszcze jeden chłopak w lokach. Oboje nieśli drewno, które ułożyli w kominku i podpalili. Podciągnęłam nogi i skuliłam się, było to trochę niekomfortowe siedzieć tylko w bluzce faceta, przed kimś kogo nie znam. Nie mogłam powiedzieć żadnego słowa, gdy zielone oczy chłopaka wesoło zamigotały w świetle dnia kiedy zerknął na mnie. Uśmiechnął się promiennie ukazując idealnie białe zęby. Mógłby reklamować pastę do zębów - pomyślałam kiedy wyciągał do mnie rękę.
- Jestem Harry. Harry Styles, najlepszy przyjaciel Zayna - kompletnie zmieszana, przez chwilę po prostu wpatrywałam się w jego uniesioną dłoń. Byłam zdezorientowana, bo w końcu skąd jego kolega wziął się w lesie. Spojrzałam na Zayna, który oparty o jedną ze ścian uśmiechał się i kiwnął głową, jakby rozczytał w głowie moje pytanie czy mogę mu zaufać. Uścisnęłam delikatnie jego dłoń, a on stanął obok Zayna. Przez chwilę w domku panowała grobowa cisza. Patrzyłam na nich oboje, czułam że szykuje się coś dziwnego. Ogarnął mnie strach, ale wykopałam go najszybciej bo przecież nie  będę bała się Zayna. Może i zadziwia mnie z każdym kolejnym dniem, ale w końcu nie wydaje mi się aby był wariatem.
- Muszę Ci coś powiedzieć - zaczął, bardzo powoli odpychając się od ściany i ruszając w moją stronę. Ściągnęłam brwi razem, był poważny zbyt. Może nie znałam go kilka lat bym mogła mówić kiedy jest poważny lub nie, ale wydawało mi się, że przy mnie jeszcze nie przybierał takiego wyrazu twarzy. Siedziałam patrząc to raz na niego raz na Harry'ego. Zaczynało robić się straszne, żeby nie powiedzieć że cała nasza znajomość jest przedziwna i przez chwilę miałam wrażenie, że kędzierzawy chłopak kogoś mi przypomina. Zastanawiałam się przez chwilę a kiedy Zayn odważył się w końcu coś dodać przerwałam mu wstając szybko i nie przejmując się już za bardzo tym co mam na sobie. 
- Znam cię! To przed tobą Zayn uciekał! - krzyknęłam powoli cofając się do drzwi. Może jednak wszystko było prawdziwą pułapką. Taka niewinna, naiwna i zraniona dziewczyna to łatwy cel, mówiłam już kiedyś. Zanim zdążyłam dojść do drzwi Zayn pojawił się za mną. Przed chwilą mówiłaś sobie, że możesz ufać Malikowi. Uegh. Zawsze muszę tak dużo myśleć?
- Wtedy jeszcze Harry nie był po naszej stronie - przez chwilę zawahał się, Harryeh wpatrywał się w jego twarz i kiwnął głową na potwierdzenie jego słów. " Naszej stronie" do jasnej cholery jakiej naszej stronie? Dotarły do mnie w końcu jego słowa, potrząsnęłam głową. Chciałabym w końcu widzieć o co w tym wszystkim chodzi, bo to nie jest już śmieszne. Wypuściłam powietrze ze świstem, kiedy Zayn pojawił się przede mną chwytając mnie za ręce. Wyrwałam je. Mimo iż w podświadomości marzyłam o tym żeby mnie dotknął odkąd wrócił, teraz nie byłam wstanie by to przyjąć. Mętlik w głowie rósł w siłę.
- Chcą cię wrobić w kradzież - rzekł Harry. 
- Co? - wrzasnęłam. Przez chwilę miałam ochotę roześmiać im się w twarz. To jakieś głupie żarty. Ruszyłam do łazienki po ubrania. Nie, nie będę słuchać głupot. Jestem dorosła, a czasem naprawdę ... Brak mi nawet słów na samą siebie! Ale przepraszam... Mnie w kradzież? Ktoś tutaj powinien iść do lekarza i to tym razem nie jestem ja. 
- Czy mogłabyś nas posłuchać! - zahuczał nade mną Zayn, aż podskoczyłam i pisnęłam. Odwróciłam się powoli, bardzo powoli by przez tą chwilę swój wystraszony wyraz twarzy zamienić na bardziej poważny.
- Skąd niby wiecie takie bajki?
- Bo jesteśmy częścią tej bandy. 
Ręką wymacałam klamkę od łazienki i najszybciej jak to było możliwe prześlizgnęłam się przez lekko uchylone drzwi i zakluczyłam je. Stanęłam po drugiej stronie i przywarłam do deski plecami. To jakieś żarty, albo sen zmieniający się w koszmar, bo to przecież nie jest możliwe. Roześmiałam się sama do siebie. Boże, byłam tak zaślepiona ratowaniem swojej duszy z dołku, że może faktycznie nie zauważałam prawdy, która czaiła się tuż przy mnie. 
- Annie, proszę otwórz - Zayn jęknął pukając - Harry wyszedł i możemy spokojnie porozmawiać - z powodu jakiejś niewyjaśnionej siły, mimo tych kłębiących się myśli przeciwko odwróciłam się, otworzyłam drzwi wychylając przez nie kawałek swojej głowy. Zayn od razu skorzystał z okazji i szerzej otworzył drzwi. 
Z nikłym uśmiechem na ustach i tymi iskierkami w oczach zmierzył mnie od góry do domu oblizując następnie wargi. Powinien mieć to całkowicie zakazane i powinien założyć koszulkę, rozprasza to moje wszystkie myśli które zamiast myśleć o tym co właśnie próbowali mi powiedzieć skręcały w jego stronę. Założyłam ręce na piersi robiąc dobrą minę do złej gry i czekałam na wyjaśnienia w końcu jakieś mi się należały.
- Wszystko co Harry powiedział jest prawdą - przełknęłam ślinę. To on mnie tutaj po to tutaj sprowadził? - Hej, hej Annie - złapał mnie za rękę i przyciągnął bliżej siebie, uniosłam głowę i spojrzałam jego oczy. Były zbyt piękne. - Nie bój się. Chodzi o to, że ja... Zrezygnowałem z udziału w tym "zadaniu" - zmarszczył brwi uważnie na mnie patrząc i powoli dobierając słowa, zastanawiając się nad każdym o kilka sekund dłużej niż normalnie. - poznałem cię i... Nie mógłbym tego zrobić. Nie mógłbym wrobić cię w coś, czego nie jesteś winna. Harry jest po naszej stronie. To on dostał główne zadanie, które zawsze spoczywa na mnie - zadrżałam. Nie wiem, czy chciałam wiedzieć o jakie zadanie chodziło. Z resztą co on tutaj robi, jeśli zastępuje Zayna. Chłopak przyciągnął mnie mocno do siebie i odruchowo  ukryłam twarz w zagłębieniu jego szyi, dlaczego pachniał tak wspaniale? Dlaczego cały był wspaniały? 
- Musimy uciekać Annie. We wszystkim chodzi o grube pieniądze - westchnął prosto w moje włosy. Objęłam go jeszcze mocniej. Jakaś część mnie ufała mu najbardziej, może nawet bardziej niż samej sobie. Zebrałam w sobie siły i odkleiłam się od niego
- Co niby miałam okraść? 
- Tak naprawdę miałaś być wrobiona współudział napadu na banku. Nie wiem dokładnie, bo moje zadanie polegało na tym by cię uwieść - zamarłam. Bo co on właściwie teraz robi? Sprawia, że tracę głowę i nie myślę o wielu sprawach. O wszystkim zapominam zbyt szybko i .. - Ale ja się nie zgodziłem, to zadanie dostał Harry. Ludzie mi nie uwierzyli, zaczęli mnie śledzić. Wiem, że to śmieszne Annie ale kiedy oni sobie coś ubzdurają to nie spoczną kiedy nie zniszczą komuś życia. Musisz mi uwierzyć - szepnął w moje włosy. Chciałam powiedzieć, że mu ufam, ale te słowa nie chciały przejść przez moje gardło, gdy pewna część mnie powtarzała, że to jakiś żart. 
- Muszę zostać sama - bąknęłam w końcu odsuwając się od niego.
- Dobrze - przytaknął głową, patrząc na mnie trochę smutno - przejdę się z Harry'm.
- Nie Zayn - odpowiedziałam zbyt szybko niż chciałam. Mogłam się ugryźć w język. Ty mała paplo - Chciałabym wrócić do siebie i tam - spojrzał na mnie, zaciskając szczękę. Przez chwilę wyglądał jakby chciał krzyknąć, jego oddech przyśpieszył i to w niczym nie pomagało.
- Nie możesz wrócić do miasta - warknął, otworzyłam szeroko oczy. 
- Muszę! 
- Ona Cię zniszczy! - zmarszczyłam brwi podchodząc do niego i tykając go w ramię palcem.
- Jaka ONA?!
- Olivia, moja szefowa - roześmiałam się kręcąc głową. Sama już nie wiem dlaczego. To wszystko było takie niedorzeczne i śmieszne. Naprawdę śmieszne. Ja i napad na bank? No ja? Bank. Z jakiej racji? Czy  zrobiłam im coś złego? Nie znam żadnej Olivii, a ona mnie tak. Boże ratuj - pomyślałam jeszcze tylko, a wtedy do domku wpadł Harry.
- Zayn, robi się gorąco. Bierz dziewczynę i wiejemy. Teraz już nie chodzi o kasę, chodzi...
- Annie musisz iść ze mną - przerwał przyjacielowi w połowie zdania, chwytając mnie za rękę. Razem wpadliśmy do łazienki zebraliśmy ubrania i wybiegliśmy z domku. 

wtorek, 25 czerwca 2013

Czas goni.

Obudził się rano, twarz miał wtuloną w jej miękkie, blond włosy, które rozlewały się na poduszce. Ręka wciąż była ulokowana na jej tali i nie miał zamiaru wypuszczać Annie z objęć. Leżała do niego tyłem, więc nie mógł podziwiać twarzy, ale był pewny że wyglądała jak najpiękniejszy anioł. Kiedy wczorajszego wieczora przestała już cicho łkać, ułożyli się obok siebie  do snu w drewnianym domku, zatrzymując między sobą właściwy dystans. Jednak chłód i pragnienie drugiej osoby, które oboje  próbowali zniszczyć w zalążku wygrało i w końcu zasnęli wtuleni w siebie. Zayn zaciągnął się powietrzem, jej włosy pachniały truskawkami, nigdy wcześniej nie zwrócił na to większej uwagi. Był zawsze tak zapatrzony w jej piękne morskie oczy otoczone wachlarzem rzęs i uśmiech, który od czasu do czasu pojawiał się na jej uroczej twarzyczce. Pukle jej włosów sięgały za łopatki i lubił kiedy Annie, nerwowo bawiła się końcówkami. Robiła to raz czy dwa i można by nawet, posądzić ją o to że robi to nieświadomie. Bo tak też było, An nie miała o tym zielonego pojęcia, nie widziała też jak wspaniale przy tym wygląda. Poruszyła się niespokojnie, a następnie bardzo powoli podniosła powieki, spojrzała  
- Dzień dobry 
Usłyszała za sobą i odwróciła się energicznie, ułożyła swoje usta w nikłym, przyjacielskim uśmiechu i odpowiedziała cicho, trochę speszona. Znów czuła się przy nim niezręcznie, kiedy to dał jej do zrozumienia, że zachowują się nadzwyczaj dziwnie. Że szybko udało jej się zapomnieć, jak jeszcze kilka dni temu wyła z bólu. Zayn był dla niej szybkim, lekarstwem. Aby czy nie za szybkim.
Annie brała prysznic, a Zayn wyciągnął swój telefon, który był wyłączony odkąd tylko wsiedli razem do samochodu. Przez chwilę obracał go w dłoniach, bo coś go niepokoiło. Czuł, że jeśli go włączy to coś się wydarzy. Schował go z powrotem kiedy w łazience ucichła woda. 

*

Wyszłam z prysznica owinięta tylko w ręcznik, przez przypadek w bardzo umiejętny sposób zmoczyłam sobie spodnie i koszulkę. Kilka chwil zastanawiałam się czy w ogóle wychodzić z tej łazienki, jednak siedzenie i czekanie aż w końcu wyschną mi ubrania było bezsensu. Otworzyłam drzwi i mocno trzymając ręcznik przy piersiach zawołałam nieśmiało- Zayn? Zayn, masz może jakąś dodatkową koszulę? - weszłam do pokoju, a chłopak wyłonił się z kuchni. Zmierzył mnie uważnie zwilżając wargi, zrobiłam kilka kroków do tylu, czując jak się rumienie. Mógłby chociaż przestać pożerać mnie wzrokiem, bo wszystko nabiera dziwnego kierunku. Zacisnęłam mocniej ręcznik i spojrzałam na niego zagryzając policzek do środka. Czułam się dziwnie stojąc na przeciwko niego w samym ręczniku, to był chyba zbyt śmiały ruch po słowach, które ostatnio padły. Zayn był jak zagadka, której nie idzie rozwiązać, jak orzech którego nie idzie rozłupać. ...Może dam sobie spokój z porównaniami, chyba nie wychodzą mi aż takie poważne jakie mogłyby, ba powinny być. Zayn nieustannie wpatrując się w moją osobę, przytaknął głową. Przełknęłam ślinę, zaczynało robić mi się zimno kiedy kropelki wody z moich mokrych włosów spływały po plecach. Wszystko wydawało się jeszcze bardziej dziwne. Parę chwil temu siedziałam samotnie w domu, a teraz jestem z Zaynem w środku lasu, prawie naga. Nagle zaczęło pojawiać się wiele nieprawidłowości. Czyżbym była w wielkiej, czarnej kropce? 
Wciąż mocno zaciskałam skrawek ręcznika na swoich piersiach, kiedy Malik wrócił pół nagi z ciemną koszulką w ręce. Zmarszczyłam brwi i zamarłam. Nie chciałam, żeby się obnażał, zapytałam czy ma  d o d a t k o w ą  koszulkę. Jeśli mogłam się poczuć bardziej skrępowana to tak właśnie było. Miał ciemną karnację, która idealnie pasowała do jego wyrzeźbionego ciała. Jeśli kiedyś powiedziałam, że jest przystojny, to z ręką na sercu powinnam cofnąć to stwierdzenie i powiedzieć, że cały jest zbyt piękny by być prawdziwym człowiekiem. 
Dostałam koszulką prosto w twarz. To nawet dobrze, jeszcze chwila, a mogłabym paść na ziemię czując jak robi mi się gorąco.
Muszę znów ograniczyć to nadmierne myślenie, nie służy mi. Nachyliłam się szybko podnosząc ubranie. Zaciągnęłam się i od razu poczułam ten specyficzny zapach. 
- Możesz założyć moją, żeby nie zmarznąć - rzekł wymijając mnie i stając przy drzwiach. Odwróciłam się mierząc go od góry do dołu. Stał wyprostowany, spięty jakby sam ze sobą walczył. A może po prostu tylko mi się wydawało. Odpędziłam tą myśl. - Za chwilę wrócę - zauważyłam jak zaciska pięście i szczękę. Minimalnie cofnęłam się do tyłu kiwając głową, następnie skierowałam się do łazienki. Nie obróciłam się, jego dziwne zachowanie trochę zbiło mnie z tropu. Co przecież nie jest pierwszym razem.
Złapałam klamkę i pociągnęłam w swoją stronę, tylko po to by za chwilę zostały one znów zamknięte. Podniosłam głowę, duża dłoń wciąż znajdowała się na drzwiach, zacisnęłam ręcznik i koszulkę którą wciąż trzymałam. Nawet nie słyszałam kiedy podszedł, zagryzłam wargę do środka. Jego ciepły oddech tańczył po mojej skórze. Wzięłam głęboki oddech i poczułam jego zapach, zaczęło kręcić mi się w głowie, przechyliłam się delikatnie do tyłu. Poczułam jego ręce na swoich nagich ramionach i prąd przeszedł moje ciało, delikatnie odwrócił mnie w swoją stronę, motyle w moim brzuchu zaczęły poruszać swoimi skrzydłami. Ciepło które dawało jego ciało przedostawało się do mnie. Przysunął się jeszcze bliżej, tak że teraz plecami dotykałam drzwi i mokre kosmyki włosów przyklejały się do pleców. Podniosłam głowę by spojrzeć w jego ciepłe, czekoladowe oczy, próbowałam oddychać równomiernie, jednak jego bliskość uniemożliwiała mi to. Moje serce szalało, a policzy pewnie pogłębiły swój purpurowy kolor. Nachylił się pocałował czule moje czoło. Jego bliskość zabierała mi oddech i myśli analizujące dokładnie wszystko co się dzieje. Ręką zahaczył włosy za moje ucho i delikatnie zadrżałam gdy kilka kropelek spłynęło po mojej szyi. Miałam wrażenie, że zaraz po tym się odsunie więc zamknęłam oczy, by na chwilę dłużej zatrzymać ten moment, a on wtedy wpił się w moje wargi. Puściłam ręcznik, koszulkę i zarzuciłam swoje dłonie na jego kark, a on przywarł do mnie swoim ciałem. 
Nie ważne czy w mojej głowie zapala się alarmowa lampka czy nie, Andrew powinien już dawno być przeszłością, a nie przyszłością. I teraz nie powinna była o nim 
Przygryzł moją dolną wargę, a z moich ust wydobył się cichy niekontrolowany jęk. Odsunął się, a ja szybko złapałam się za ręcznik by nie spadł. Spojrzał na mnie z iskrami w oczach, w których widziałam swoje odbicie i ze swoim cwanym uśmiechem na twarzy. Uderzyłam go lekko w ramię.
- Pójdę po drewno i zrobimy sobie ogień w kominku - mrugnął okiem i całując mocno mój policzek i schylił się by podać mi koszulę, a następnie wyjść.
Jeszcze przez chwilę stałam w osłupieniu. Uniosłam rękę do swoich ust i uśmiechnęłam się sama do siebie, a następnie w końcu weszłam do łazienki.  

*

Wyszedł przed dom i oddalił się na kilkanaście metrów kiedy to zza drzewa wyszedł Harry. Zayn napiął się i spojrzał na niego gniewne, mimo że byli przyjaciółmi.
- Spokojnie. Chciałem tylko powiedzieć, że was śledzą zabierajcie się stąd. Bo wrobią was razem. - Zayn spojrzał na niego podejrzliwe, ale zaraz podszedł do niego i poklepał po ramieniu. Wiedział, że może mu ufać.
- Chcesz nam pomóc? - Lokaty przytaknął głową, nazbierali drewna i razem wrócili do domku. 



Przepraszam jeśli są jakieś błędy. I jak? :)x

sobota, 22 czerwca 2013

Myśli jeszcze raz myśli

jeśli czytasz - to skomentuj

Czuła jak w jej żyłach buzuje krew, złość wzrasta z każdym oddechem, z każdym ruchem sekundowej wskazówki zegara. Ścisnęła mocniej telefon w ręce tylko po to by następnie rzucić nim o jedną ze ścian. Wściekłym wzrokiem rozejrzała się po pokoju zaciskając szczękę. Ufała mu. Ufała mu a on tak po prostu ją oszukał, okłamał na oczach wszystkich. 
Poczuła jak łzy wkradają się do kącików jej oczu. Kochała go i zawsze wydawało jej się, że dla niego znaczy bardzo wiele. Myliła się. Czy ona płacze? NIE. Olivia Brooks nigdy nie okazuje słabości. Złapała się pod boki i ułożyła usta w wąską linię uspakajając się. Zdradził wszystkich, ale to najbardziej bolało właśnie ją. Była dla niego zbyt dobra, dała się nabrać. Uśpił ja swoją miłością, pocałunkami, czułymi słowami, które tak naprawdę były puste. Byli parą, a on spotykał się z ich następnym "celem". Mała ladacznica - pomyślała - i do tego Zayn - roześmiała się gorzko planując kolejne kroki. Zawiodła się na Maliku i to ją napędzało do zemsty. Dobrali się, ale nawet Zayn jej nie pomoże.

*

- Spójrz, widziałaś kiedyś piękniejszy zachód słońca? - Nie widziałam. 
Słońce było otoczone przepięknymi lekkimi jak piórko obłoczkami rozświetlonymi przez promienie słońca. Niebo pełne czerwono-różowych, pomarańczowych smug i po środku żółtawe na wpół ukryte już za horyzontem słońce. I zapach lasu który otulał nas ze wszystkich stron dodawał magicznego uroku, jeżeli było to jeszcze bardziej możliwe. Wszystko to zapierało dech w piersiach, sprawiało, że miałam ogromną ochotę zatrzymać tą chwilę by trwała... i trwała. Jednak nie mogłam, słońce schodziło coraz niżej. Westchnęłam.
- To najpiękniejszy zachód słońca jaki było mi dane zobaczyć - odwróciłam głowę w jego stronę szeroko uśmiechając się. Jego czekoladowe ciepłe oczy spojrzały w moje.
- Ty jesteś od niego piękniejsza - mimo prostoty słów poczułam jak moje policzki przybierają kolor purpury. Czy Zayn musi czasem mnie tak onieśmielać? Chciałam spuścić wzrok ale zatrzymałam go na jego pełnych, malinowych wargach i cholernie zapragnęłam poczuć znów ich smak. To było jak głód, jakby pocałunki Zayna, były narkotykiem, a przecież pocałował mnie tylko jeden raz. Przysunął się bliżej, jego ciepły oddech musnął mój policzek, następnie poczułam powiew na ustach. Dreszcz. Spojrzałam znów w jego hipnotyzujące oczy 
- Nie mogę - usłyszałam, tylko  i zwiększył dzielący nas dystans. Zmarszczyłam brwi i potem wszystko do mnie dotarło. Niedawno rzucił mnie chłopak, a ja kompletnie straciłam rozum przy Zaynie. Zrobiło mi się głupio, bo dotarło do mnie że zachowywałam się trochę jak napalona idiotka. Jeśli nie przy nim to przynajmniej w głowie. Spuściłam głowę i odsunęłam się, lekkie ukucie w sercu sprawiało, że czułam się fatalnie. Najgorsze we wszystkim było to, że to on sprzeciwił się temu co działo się między nami, a nie ja. Ja brnęłam we wszystko dalej zaślepiona tym, by Zayn był moją podporą. Osobą, która utrzymywała mnie w radości i uniesieniu. Zaczęłam wyłamywać swoje palce i przygryzać dolną wargę, gdyż zrobiło się niezręcznie. 
Moja głowa pulsowała od natłoku myśli, ostatnio przecież nic mu nie przeszkadzało - zabrzmiał jakiś cichy głosik, ale stłamsiłam go najszybciej jak się dało. To mnie powinno to przeszkadzać. Wszystko dzieje się tak szybko, a ja chyba się pogubiłam. 
Wstałam, otrzepałam się z piasku i liści, które zdążyły się do mnie przyczepić, obrzuciłam swojego towarzysza długim, zmieszanym spojrzeniem i ruszyłam w stronę skąd przyszliśmy. Miałam cichą nadzieję, że zrozumie aluzje i pójdzie za mną. Chciałam wrócić do domu, zamknąć się na cztery spusty, nie wychodzić przez kilka kolejnych dni i przemyśleć wszystko. 
Poczułam wibrację telefonu i pospiesznym ruchem ręki wyciągnęłam komórkę z kieszeni. Na ekranie widniało 10 powiadomień telefonicznych. Pewnie dopiero teraz złapałam zasięg, otworzyłam listę. Mama, cztery połączenia od Kassandry i jak na zawołanie piątka od Andrew'a. Co jest? Pomyślałam i wybrałam pierwszy lepszy numer. Jones odebrał po drugim sygnale
- An? - spytał, odwróciłam się czując za sobą Zayna. Przynajmniej w końcu się ruszył. Powstrzymałam go ruchem ręki i przespacerowałam się kilka kroków w lewo.
- Coś się stało? Dzwoniłeś Ty, Kass i moja mama? - próbowałam ukryć swoje delikatne zdenerwowanie, ale chyba średnio mi to szło. Kiedy ostatnio do mnie dzwonił odebrała zupełnie inna osoba, której kroki usłyszałam tuż za sobą. Odwróciłam się energicznie i zmierzyłam go wzrokiem. Przystanął.
- Nie, chyba nie. Ja... chciałem... Właściwie to nie jest rozmowa na telefon - stwierdził w końcu wzdychając. Chciał przeprosić? Porozmawiać? Zimny dreszcz przespacerował się po moim karku, bałam się że jeśli wydobędę z siebie teraz jakiś dźwięk nie będzie on brzmiał całkiem poważnie - Annie, porozmawiajmy.
Spojrzałam za siebie, brązowooki stał, tam gdzie ostatnio go widziałam. Miałam wrażenie, że nie ruszył się z miejsca nawet na milimetr. Wpatrywał się we mnie uważnie, próbując zapewne rozczytać zaistniałą sytuację, ale czym prędzej odwróciłam się do niego plecami. 
- Nie ma mnie teraz w mieście, obiecuje że gdy wrócę spotkamy się - odpowiedziałam i szybko rozłączyłam się zanim jedna, chłodna łza przespacerowała się po policzku. Musiałam... Musiałam akurat zadzwonić do niego, schowałam telefon do kieszeni. Nie mogłam na przykład do mamy, tylko do niego. Ugh, tupnęłam nogą przystając, zagryzłam wargi do środka. Przyrzekłaś sobie, że będziesz silna i co? Gdzie ta twoja siła? Zayn zakleszczył mnie w swoich ramionach i przyłożył usta do moich włosów szepcząc 
- Wszystko w porządku? - dlaczego on taki był? Dobry, opiekuńczy zawsze przy mnie. Po mimo tego jak się zachowuje, po mimo wszystkich sprzeczności w mojej osobie on był obok. 
Pociągnęłam nosem, odwróciłam się tylko w jego stronę i wtuliłam jeszcze mocniej w jego ciepłe ciało. Po mimo wszystkiego to chyba właśnie Zayn był moją siłą.

*

Miał ochotę coś roznieść, myśl że te bezduszne słowa wypłynęły z jego ust nie dawały mu spokoju, tak bardzo chciał poczuć znów ten słodki, malinowy smak jej ust, a wszystko spierdolił jednym zdaniem. Niestety, przez tą krótką chwilę pomyślał że ona jest teraz z nim tylko dlatego, że niedawno zostawił ją chłopak, że szuka swojego ukojenia, magicznego lekarstwa na smutki. On nie chciał być do końca takim lekarstwem, znaczy tak na prawdę był nim, ale jako przyjaciel, dobra dusza, a nie nowy chłopak.
Gładził ją po blond włosach i co jakiś czas zawijał sobie pukiel jej włosów na palec, spała. Wtulona w jego klatkę piersiową, delikatnie zaciskała rąbek jego koszuli, była piękna choć o tym nie wiedziała. Mógłby jej to powtarzać, codziennie rano, albo nawet w każdej sekundzie ich życia.

środa, 19 czerwca 2013

Wiadomość

Przez chwilę jechaliśmy w ciszy, podziwiałam jego profil kiedy uważnie wpatrywał się w drogę. - No dobrze, może to nie jest tak piękne miejsce jak ty czy ja - odwrócił na chwilę głowę, łapiąc mnie na przypatrywaniu się, uniósł do góry brwi w rozbawieniu. Poczułam jak się czerwienie - ale mam nadzieję że ci się spodoba - mrugnął okiem i swój wzrok z powrotem skierował na ulicę. Przygryzłam dolną wargę i spojrzałam za swoje okno, przez chwilę wiercąc się w fotelu. Wzięłam głęboki wdech, w samochodzie Zayna pachniało nim tak bardzo, że aż zakręciło mi się w głowie, oparłam ją i przymknęłam oczy. Wszystko dzieje się tak szybko, jutro będzie mijał dopiero tydzień od kiedy się poznaliśmy. Czy można ufać osobie, którą poznało się tydzień temu? Nie wiem, ale coś wciąż przyciągało mnie do Zayna nieprzerwanie i to nie była tylko czysta ludzka ciekawość, to było coś jeszcze, coś czego sama do końca nie potrafiłam nazwać. Przez chwilę pomyślałam o Kass i Andrew'ie, ciekawe co teraz robią? Czy dobrze się bawią? Beze mnie? Wypuściłam powietrze ze świstem, mimo tego co zrobili trochę za nimi tęskni, byli ze mną zawsze, może... Może powinnam się z nimi spotkać? Chociaż raz, tak tylko by wszystko wyjaśnić. Muszę się chyba przespać z tą myślą. To nic złego jeśli chce im wytłumaczyć, iż mimo bólu i tęsknoty, która wciąż przewraca się we mnie nie chce mieć z nimi do czynienia. Podparłam głowę ręką i znów wyjrzałam przez okno, nawet nie zwróciłam uwagi kiedy szare domy i brudne ulicę zamieniły się w las.
- O czym myślisz? - przerwał ciszę nie odrywając wzroku od drogi, uśmiechał się pod nosem, przechyliłam głowę w jego stronę i uśmiechnęłam się. Jak to możliwe, że taki chłopak, mężczyzna siedzi obok mnie? Ostatnio wiele złego przytrafia się mnie, a Zayn?
- Annie? - Jest jak dobre światełko w pustym, ciemnym i zimnym tunelu. Obserwowałam znów jego profil, lekki zarost na jego twarzy, ciemne wesołe oczy, którymi na mnie spojrzał i uśmiech na pełnych wargach. Mimowolnie zakręciłam swoje blond włosy na palec wciąż patrząc na Zayna, dopiero kiedy odchrząknął potrząsnęłam głową.
- Co jest? - zapytałam, podnosząc głowę.
- Chyba odpłynęłaś - roześmiał się dźwięcznie, znów kierując wzrok na ulicę i zaciskając ręce na kierownicy. Zmarszczyłam brwi, cholera jeśli zauważył, że odpłynęłam to zauważył zapewne że znów mu się przyglądałam. Położyłam swoje dłonie na piersiach i mruknęłam ciche przepraszam w jego stronę. Źle, źle nie mogę wciąż tak na niego patrzeć i zachwycać się. Zayn nie jest zwierzęciem tylko człowiekiem, Annie. Skarciłam się w duchu. 
Samochód zatrzymał się, wyjrzałam przez okna, ale wokół nas znajdowały się tylko drzewa. Usłyszałam trzaśnięcie drzwi i aż podskoczyłam na siedzeniu, na miejscu Mailka nikogo nie było. Szybko odpięłam swój pas, chciałam otworzyć swoje drzwi jednak zamiast uchwytu dotknęłam ciepłej, dużej dłoni. Przełknęłam ślinę, czując budzące się motyle w brzuchu. Delikatnie, zachęcając pociągnął mnie w swoją stronę więc wygramoliłam się z auta, przez przypadek uderzając głową o dach. Syknęłam z bólu chwytając ją i pocierając bolące ręce. Zayn złapał mnie za rękę i odciągnął od głowy, tylko po to by ułożyć na moich włosach swoje usta, dając leczniczy pocałunek. Przymknęłam na tą chwilę oczy i uśmiechnęłam się, zrobiło mi się strasznie ciepło kiedy trzymał mnie za ramiona i przytulał. Czułam się tym razem bezpiecznie i było to wspaniałe uczucie znajdować się w jego ramionach.  

- Zaaayn - jęknęłam przeciągle, potykając się już chyba o setny korzeń pod moimi nogami. Bolało mnie wszystko, dosłownie każda część ciała wprawiona w ruch wywoływała ból. Szliśmy już chyba ponad dwie godziny, odpadały mi nogi i traciłam humor. Chłopak odwrócił się, a ja wpadłam na niego nie zauważając tego. 
- Już prawie jesteśmy na miejscu, naprawdę jesteś tak zmęczona? - przytaknęłam głową, cofając się o kilka kroków. Bliskie kontakty z Zaynem powodują dreszcze i przyjemne ciepło, nie wiem czy to dobre, nigdy wcześniej tego nie czułam. Andrew to była ostoja spokoju, nigdy nie czułam przez niego motyli w brzuchu, ciepła może czuje się to tylko wtedy kiedy przychodzi do nas do drzwi i puka prawdziwa miłość. Związałam swoje włosy w luźny kucyk i opuściłam ramiona wzdłuż tułowia, spojrzałam na niego biorąc głęboki oddech, zbliżył się do mnie te kilka kroków które ja się cofnęłam i odwrócił się plecami do mnie.
- Dalej - odezwał się po chwili. Stałam wciąż wpatrując się w niego jak ugina nogi i czeka zapewne, aż wdrapie się na niego.
- Zayn, nie bądź śmieszny - odezwałam się wymijając go.
- Mówiłaś, że wszystko cię boli - to prawda, bolało, ale czy wykorzystywanie Zayna, będzie dobre? Zagryzłam wolną wargę, ale w końcu brak siły wziął górę i wdrapałam się na jego plecy. Mocno chwycił mnie za uda, przez co pisnęłam cicho bo nie spodziewałam się że tak szybko wstanie. Oplotłam jego szyję kładąc swoją głowę na jego idealnie ułożonej fryzurze. Zachichotałam cicho wyobrażając sobie jak będzie wyglądać po tym gdy postawi mnie na ziemię. Zaciągnęłam się powietrzem, ale do moich nozdrzy dotarł też zapach wymieszany z papierosami. Uśmiechnęłam się, to był zapach który otulał mnie swoją przyjemną aurą i pozwalał chociaż na minutę oderwać się od rzeczywistości. 

- Jesteśmy już na miejscu Koocię, zeskakuj - usłyszałam jego głos i nachylił się bym mogła swobodnie zejść. Otrzepałam niewidzialny pyłek ze spodni i podniosłam na niego wzrok mówiąc dziękuje. Uśmiechnęliśmy się do siebie i dopiero później zauważyłam niewielki drewniany domek. Byliśmy na jakiejś górze w środku lasu, powoli robiło się ciemno, rozejrzałam się dookoła. - Chodź - złapał mnie za rękę i splótł nasze palce razem ciągnąć za sobą. Z ciepłem rozlewającym się w brzuchu podążyłam za nim na tył domu
- O co chodzi ? - zapytałam marszcząc brwi. O zaczynało być znów podejrzane, ale strach dławiłam w środku siebie. Patrzyłam na niego, usiedliśmy na trawie obok siebie, delikatnie objął mnie w tali przysuwając do siebie. - Spójrz, widziałaś kiedyś piękniejszy zachód słońca? 

*
- Oliv? - zapytał drżącym głosem jeden z poddanych przez telefon.
- Tak? 
- Oni są razem... Razem - Victor podkreślił wyraźnie słowo, przełykając ślinę.
- Kogo masz na myśli? - spytała spokojnie, przechadzając się po pokoju.
- Zayna, Zayna i Annie. 

czwartek, 13 czerwca 2013

Start

- Zayn... - Oliv uniosła brwi uśmiechając się szeroko, następnie oblizując wargi. Jej uśmiech był przepełniony trucizną, która błyszczała również w jej zielonych oczach. To oznaczało tylko jedno. W tym momencie zawsze padała jego odpowiedź "Jasne, możesz na mnie liczyć" albo "Wiem co mam robić".  Wszyscy odwrócili się w stronę chłopaka, który stał swobodnie opierając się o jedną ze ścian z założonymi na piersi rękami. Oni wkraczali wtedy jeśli Zaynowi coś się nie uda, lub mają swoje własne misje. Czarny wodził ciemnymi oczami po wszystkich z pokerową twarzą, wiedział że ruch który teraz wykona zadziwi wszystkich. Nikt z  tu zgromadzonych, no może prócz Harry'ego, nie spodziewał się tego.
- Nie tym razem - brunetka przekrzywiła głowę i mrużąc oczy podeszła do Zayna. Wszyscy spojrzeli po sobie.
- Przepraszam, chyba niedosłyszałam - próbowała ukryć swoje zdziwienie, zaciskając szczękę. W "pracy" nie byli parą, Olivia traktowała go jak każdego który znajdował się teraz z nimi w pomieszczeniu. Spojrzała w jego oczy.
- Nie mogę Oliv, moja mama... - szepnął tak by tylko ona słyszała i dodał głośniej - Coś mi wypadło - spuścił głowę, uciekając wzrokiem. Tak naprawdę, jego rodzicielka była tylko przykrywką. Podniósł głowę, spojrzenie dziewczyny złagodniało,nie wyczuła żadnego podstępu w jego słowach. Więc Zayn w pewnym sensie mógł odetchnąć z ulgą, jednak nie do końca. Przecież gra wciąż trwała. Zielonooka odwróciła się, podniosła głowę i tak jak kilka minut wcześniej czarny przejrzała wszystkich, aż w końcu dało się słyszeć jej głos.
- Harry, przejmiesz zadanie Zayna. - podeszła do niego - Nie spieprz tego - szepnęła. Mężczyzna który od samego początku stał w drzwiach i przyglądał się wszystkiemu, gdy tylko Olivia dokonała wyboru, wrzasnął 
- Rozejść się - tak naprawdę to on był głównym szefem, brunetka zastępowała go praktycznie we wszystkim, była jego prawą ręką. John przewyższał wszystkich wzrostem i masą swojego ciała, był najsilniejszy ale mimo to wyznaczał inne osoby do wykonywania jego pomysłów. Po co miał brudzić sobie ręce. 
Kiedy wszyscy wyszli, a Oliv ubrała swój płaszcz mężczyzna podszedł do niej, chwytając ją za ramię
- Zayn, Zayn Malik tak? - przytaknęła głową, wyrywając ramie i zapinając ostatnie guziki.
- John, wierzę w to co mówi jeśli o to ci chodzi - zawinęła szal wokół swojej szyi i spojrzała na niego.
- Ja nie do końca. Niech ktoś go śledzi - odpowiedział ostro, dając jej do zrozumienia, że nie przyjmuje sprzeciwu. Nachylił się nad nią i dopowiedział - Wiem, że żywisz do niego uczucie, ale wolę go sprawdzić. - westchnęła.
- Dobra, niech będzie. 

- Zayn, przecież my jej nie zabijemy - wrzasnął Harry, ciskając piorunującym wzrokiem Zayna, który nie był mu dłużny.
- I co z tego?! Nie pozwolę byście ją wkręcali. - chłopak nie odpowiedział tylko opadł na kanapę i przez chwilę patrzyli na siebie.
- Nic jej nie będzie. Ja jej nic nie zrobię, możesz być spokojny. Wcześniej, nic Ci nie przeszkadzało.
- Ale wcześniej tak się nie czułem - fuknął, wziął głęboki oddech i opadł na kanapę obok przyjaciela - Nie wrabiałem w kradzież kogoś na kim mi zależy. 

*

Uchyliłam drzwi i moim oczom ukazał się Zayn, poczułam jak delikatny uśmiech wkrada się na moje usta, który spróbowałam ukryć przygryzając wargę. Ciekawe co on tutaj robi? Znów. Nie żeby mi to przeszkadzało, bo właściwie było wręcz przeciwnie. Oparłam się o drzwi kiedy na jego twarzy namalował się ten piękny uśmiech zwalający z nóg, świat prawie zawirował mi przed oczami i wszystkie kolory zlewały się w jedno, ale musiałam się przecież opanować. Z każdym spotkaniem starałam brać się w garść coraz szybciej i nie być już przez niego tak onieśmielona. Mimo, że wciąż gdzieś tlił się strach po naszej ostatniej wyprawie nie mogłam się oprzeć jego urokowi. Był przystojny, umięśniony i... może nie był mój, ale ostatnio pocałował mnie. Czułam jak się rumienie na samą myśl o tym wspomnieniu. 
- Cześć Koocię - powiedział ochrypłym głosem i kiedy otworzyłam szerzej drzwi pozwolił sobie wejść do środka. Muszę go oduczyć, tego przezwiska.
- Cześć Zayn - nachylił się, a moje serce podeszło do gardła, odbierając mi oddech. Piękny zapach uderzył do moich nozdrzy, a zaraz po przymknięciu oczu poczułam jego ciepłe malinowa usta na policzku, blisko moich, otworzyłam oczy. Przez chwilę chciałam by pocałował mnie w usta jednak nic takiego się nie stało, uśmiechnęliśmy się do siebie przyjaźnie i poszliśmy do kuchni. Szkoda - przemknęło mi przez myśl, a zaraz potem skarciłam się za to. Nie mogę o tym myśleć. Może pocałował mnie tylko dlatego, że chciał mnie uspokoić, i tyle. 
- Chcesz coś do picia? - odwróciłam się obserwując go jak siada przy stole, przytaknął głową i zaczął kreślić figury na ceracie. Zmarszczyłam brwi. Nie widziałam go jeszcze w takim stanie, był jakby ospały, lub coś go dręczyło, ale ta myśl od razu zniknęła gdy tylko podniósł głowę i uśmiechnął się szeroko ukazując perfekcyjne białe zęby. Odwróciłam się wyciągając kubki i przeciągając językiem po swoich, moje nie były chyba aż tak białe. 
- Upiekłam wczoraj placek, jesteś chętny? - wrzuciłam do szklanek torebki z herbatą i nastawiłam wodę. Wspięłam się na palce by z lodówki ściągnąć blachę, miałam nadzieję że uda mi się jak tak wziąć mimo, że wcześniej użyłam krzesła, jednak przeliczyłam się. Przygryzłam dolną wargę i postanowiłam spróbować raz jeszcze, kiedy podtrzymałam się blatu i znów wspięłam na palce poczułam jak jego dłonie chwytają mnie w pasie i delikatnie unoszą do góry. Przyjemne ciepło zaczęło rozlewać się po całym moim ciele, ale próbowałam zignorować to, sięgnęłam blachę i kiedy z powrotem dotknęłam stopami ziemi, odłożyłam placek. Czułam go tuż za sobą, moje plecy delikatnie opierały się o jego klatkę piersiową a dłońmi wciąż obejmował mnie w pasie. Przełknęłam ślinę, czułam jak oddycha, jego klatka unosiła się i opadała równocześnie z moją. Zwilżyłam usta czubkiem języka, czajnik pstryknął dając znak, że woda się zagotowała. Poczułam chłód w miejscu gdzie jeszcze kilka sekund temu znajdowała się ręka Zayna. Bardzo powoli odgarnął włosy z mojego karku, muskając go czubkami palców, poczułam oddech chłopaka na skórze. Przymknęłam oczy, jedną rękę oparłam się o blat, prawą złapałam jego lewą, która wciąż znajdowała się na mojej tali. Splótł nasze palce razem dokładnie w tym samym momencie kiedy, jego usta dotknęły mojego karku, zadrżałam i zamknęłam oczy. Moje serce waliło jak oszalałe, a oddech przyśpieszył. Przechyliłam głowę na bok kiedy pocałunki zaczęły przesuwać się w górę za ucho, wypuściłam powietrze, a moje nogi jak z waty utrzymywały mnie tylko dzięki podporą. Obrócił mnie w swoją stronę, podniosłam głowę i spojrzałam w jego ciepłe, czekoladowe oczy. Podniosłam dłoń, zawahałam się przez chwilę trzymając ją w powietrzu jednak zaraz potem palcami przeciągnęłam po jego idealnych ustach. Nie mogłam oderwać od niego wzroku, od oczu pełnych wszystkiego czego pragnęłam. Dłonią dotknęłam ciepłego policzka, a on nachylił się trącając swoim nosem mój, podarował mi eskimoski pocałunek. Uśmiechnęłam się, zagryzając trochę wargi do środka i zabierając swoją dłoń, którą ułożyłam na jego ramieniu. Czy Zayn mógłby być moją arkadią? Wiecznym szczęściem, którego tak pragnęłam? Przy nim wszystko wydawało się proste, nie musiałam się zastanawiać, ani analizować miliony nieważnych rzeczy.
Złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę drzwi - Zabierz torebkę - zmarszczyłam brwi, chciałam zaprotestować, ale nie zdążyłam - Zabieram cię w najpiękniejsze miejsce na ziemi - spojrzał na mnie lekko rozbawiony moją zdezorientowaną miną. Przez chwilę zastanawiałam się czy to czasem nie jest podejrzane ale w końcu szybko chwyciłam torebkę, a on splatając nasze palce razem zabrał klucze leżące obok na szafie. Miał już tyle ku temu okazji, przestań myśleć negatywnie Annie. Powiedział ci, że cię chroni. Ochroni cię przed ludźmi, który zechcą cię zranić, nie martw się. 

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Coraz bliżej początku

Harry przechadzał się pod domem w którym ponad dwie godziny temu zniknął Zayn. Mimo, że stracił go z oczu kiedy pobiegli w ciemną uliczkę, to  urządzenie namierzające w jego komórce łatwo pomogło odnaleźć Malika. Lokaty włożył dłonie do kieszeni od swoich jensów i zmienił kierunek swojego spaceru chyba już setny raz. W normalnej sytuacji już dawno by odpuścił i udał się do swojego przyjemnego mieszkania, jednak nie tym razem. Nie tylko ciekawość mu na to nie pozwalała, ale też praca. Zacisnął swoje wargi kiedy ciemna postać wyszła z klatki schodowej, wiedział że to Zayn nawet jeśli nie ujrzał go jeszcze w świetle ulicznych latarni. Kiedy tylko czarny zrobił kilka korków w przód przeczesując palcami swoje krótkie włosy spostrzegł przyjaciela. Przez chwilę zastanawiał się czy aby się nie cofnąć, ale każdy głupi wiedział, że Styles tak szybko nie odpuści. 
- Stary gdzieś ty do cholery był?! I co TU robisz?! - syknął dość głośno, wpatrując się w kumpla i kładąc nacisk na słowo określające miejsce. Mailk wywrócił oczami, jakby to nie była najgorsza sprawa w jaką się wpakował. Choć naprawdę było trochę inaczej, jeśli Olivia się o tym dowie może pozostać z niego tylko ubranie, albo nawet ono może zostać zniszczone do ostatniej nitki. Kolejne zadanie, nie było jeszcze poruszane przy wszystkich, tylko nie liczni wiedzieli o co chodzi tym razem. Oczywiście były to osoby, którym Olivia ufała najbardziej na świecie. W tym Zayn i jego najlepszy przyjaciel Harry. - Myślałem, że jeszcze nie zaczęliśmy. Przecież chyba wiesz... - zaczął Harry, lecz natychmiast został uciszony przez wymowny wzrok Zayna. 
- Skończ dobrze? - uniósł brwi, zaciskając szczękę. - To moja sprawa. - ruszył przed siebie.
- Zayn - warknął zielonooki, bardzo uważnie przypatrując się znajomemu i łapiąc go mocno za ramię kiedy chciał go wyminąć.Malik wyszarpnął je energicznie obracając się i mierząc przyjaciele wzrokiem.
- To nie twoja sprawa Harry - syknął.
- Jesteśmy przyjaciółmi - młodszy odpowiedział spokojnie kładąc mu rękę na ramieniu.To Zayn wciągnął Stylesa w całe to bagno, są w tym razem. Chłopak westchnął, wiedział że Harry go nie zdradzi, znali się o wiele dłużej niż z Olivią, ale bał się.  Trochę strachu zżerało go od środka, że jeśli powie co tutaj robi, to Styles wygada się, tylko po to by wkupić się w łaski Oliv. Ale podobno byli najlepszymi przyjaciółmi, co pozwoliło Zaynowi a wyjaśnienia. 
- Poznałem Annie, kilka dni temu gdy wpadła na mnie. 
- To super! Będziemy może mogli przystąpić szybciej do dalszych działaś - odpowiedział entuzjastycznie, klaszcząc w dłonie i kierując swoje kroki za Zaynem, który był całkiem innego zdania. Przez chwilę szli w ciszy, tylko czasem przejeżdżające samochody robiły trochę szumu.
- Nie, Harry. Chciałbym... 
- Zaayn - zaczął Hazz przeciągając literki - Nie mów, że chcesz się wycofywać - przystanął i spojrzał na niego lekko zdziwiony. Zayn Malik nigdy nie rezygnował, był człowiekiem który dążył uparcie do celu, nawet jeśli musiał zostawić za sobą parę trupów. Jednak tym razem brunet czuł coś silniejszego niż chęć dotarcia do wyznaczonego punktu, w jego głowie było coś co hamowało wszystko zło związane z Annie. Znów cisza zapadła między przyjaciółmi. Mulat nie chciał przyznawać Harry'emu racji, a Harry chciał dać koledze więcej czasu. Wiedział, że Zayn prędzej czy później się podda - przynajmniej takie miał wrażenie. 

Po półgodzinnym spacerze, znaleźli się w jednym z wielkich, nocnych klubów, który był wypełniony po brzegi osobami różnej płci. Usiedli przy barze, gdzie popijając alkohol przypominali sobie szkolne lata. Często to robili mimo że z powodu różnicy wieku chodzili do różnych klas. Zayn był dwa lata starszy od Harry'ego ale wiek to tylko liczby. Dla nich liczyło się to, że świetnie potrafią się dogadać.
- Przepraszam... - tuż nad uchem Zayna zabrzmiał cichy, ale piskliwy kobiecy głos, a na ramieniu pojawiła się ręka. Malik uniósł swoje ciemne oczy i ujrzał rudowłosą kobietę o zielonych oczach, która uśmiechała się figlarnie.
- Tak? - zapytał mierząc ją jeszcze uważnie wzrokiem. Miała na sobie czarną obcisłą sukienkę i wyglądała naprawdę dobrze. Oblizał usta, spoglądając znów na jej twarz.
- Może chciałbyś ze mną zatańczyć? - uniosła do góry brwi puszczając perskie oko. Dopiero teraz zabrała swoją rękę kładąc ja na swoich biodrach wciąż z tym samym uśmiechem na ustach. W głowie Zayna jak nigdy zaczęły się pojawiać myśli za i myśli przeciw. Pojawiła się Annie, ale kiedy Hazz kopnął do w kostkę najpierw zmroził go wzrokiem a później wstał biorąc dziewczynę delikatnie za rękę i prowadząc na parkiet. Okręcił ją i szybko przyciągając do siebie objął ją w pasie, zaśmiała się cicho  kładąc dłoń na jego ramieniu i poruszając się wolno w takt muzyki. 
- Jak masz na imię? - Zayn się nachylił i mruknął pytanie muskając ustami płatek jej ucha. 
- Angelika -  Zayn uniósł swoje kąciki ust ku górze patrząc w jej kocie oczy.
- Jesteś piękna Angi. 
- A ty jesteś przystojny, umięśniony. Może chciałbyś... - położyła dłoń na jego piersi uśmiechając się zalotnie. Zayn próbując powstrzymać śmiech, złapał ją za rękę zabierając swoją dłoń z jej tali okręcił znów. Nie był takim facetem, lubił piękne kobiety i też uwielbiał z nimi flirtować, ale nigdy nic więcej. 
- Przykro mi skarbie, ale jestem zajęty - szepnął jej do ucha kiedy znów byli blisko siebie. Tylko sam do końca nie wiedział, czy przez Olivię a może przez Annie?

Wszedł do domu na miękkich nogach, po tańcu z rudowłosą dziewczyną wypili z Harrym jeszcze kilka kieliszków i śmiejąc się głośno wrócili do swoich mieszkań. Łapiąc się ściany pozbył się butów i czarnej skórzanej kurtki. Nie chciał zapalić światła, ale kiedy potknął się o dywan i podparł o ścianę tak naprawdę tknął włącznik i w przedpokoju zrobiło się jaśniej. Zmrużył oczy, a kiedy je otworzył w drzwiach sypialni stała zielonooka brunetka. Nie wyglądała na zadowoloną, tęskniła za nim, za jego ciepłym dotykiem, całusami i tym że nigdy często tak późno nie wracał. Czuła, że coś było źle i powinna go zaatakować milionem pytań, ale nie potrafiła. Zayn był jej słabością. A on przez chwilę bał się, że Harry coś wypaplał, ale jeśli nie rzuciła się na niego z pazurami, nie może być tak źle.
- Oliv, nie śpisz? - przywitał ją całusem w policzek, a ona poczuła odór alkoholu. Skrzywiła się, jak każda kobieta nie lubiła kiedy jej mężczyzna wracał do domu w takim stanie. 
- Czekałam na ciebie. Gdzie byłeś?
- Z Harrym, w klubie. Przepraszam - mruknął jej do ucha, a ona uśmiechnęła się. 
- Jutro o dziesiątej mamy zebranie. Szykuj się - uśmiechnęła się szeroko i mimo wszystko pocałowała go w usta a następnie zgrabnie wskoczyła z powrotem do łóżka. Zayn wrócił do przed pokoju gasząc światło. Jego plan musi być od jutrzejszego popołudnia wprowadzony w życie. 
To początek końca.

~

Trochę nudniej tak mi się zdaje no i krócej, ale nie chciałam wam od razu rzucać kolejnego spotkania Zayna i Annie. Łapcie i mówcie co myślicie :) Wybaczcie za lekkie opóźnienie, terminy szkolne też gonią :3